Stereotyp goni
stereotyp. Najpierw lotnisko mające zapach starego zapyziałego dworca kolejowego gdzieś na prowincji. Potem
jazda autobusem, którego kierowca do tej pory przewoził tylko worki z
ziemniakami. Metro tak głębokie, że zjazd schodami ruchomymi trwa ładnych parę minut.
Kobiety w butach na kilkunastocentymentrowych obcasach albo koturnach,
pokazujące modnie wytatuowane kostki (a w tym sezonie nosi się tatuaż na całej
stopie, malutkie różyczki czy delfinki sa passé). Mężczyźni ze zmęczonym
wyrazem twarzy bez śladow inteligencji za to z oznakami ciężkiego wieczoru dnia
poprzedniego. Masa mniej lub bardziej zdobionych budynkow pasujących w różnym stanie odnowienia lub ruiny oraz turyści pędzący od jednego zabytku do drugiego.
Do tego stragany z matrioszkami i czapkami marynarzy z Aurory. Bardziej
typowej pierwszej godziny jako wprowadzenia do Petersburga nie da się chyba wyobrazić.
Miało być o wielkiej podróży dookoła świata. Będzie o wielkiej podróży w wielu małych fragmentach :-)
Saturday, June 8, 2013
Sunday, June 2, 2013
Łaźnie
Trzeci dzień
deszczu, Matka Natura jakoś nie daje nacieszyć się słońcem i pooddychać swieżym
uzdrowiskowym powietrzem siedząc na ławce i pijąc wode mineralną ze dzbanka z
dziubkiem. Pozostaje wiec krótki spacer
pod ażurowym dachem zbudowanym w ubiegłym wieku tuż obok głównych źródeł w
Mariańskich Łaźniach.
A potem el grande
finale całego wyjazdu czyli chillout w lokalnej łaźni.
Dostępne w
pierwszej kolejności dla gości ekskluzywnego
hotelu Nove Lazne w miare możliwosci i wolnych miejsc dopuszczają też mniej
zamożnych klientów i za jedyne 12 eur / godzinę pozwalają zakosztować odrobiny
luksusu. My mieliśmy chyba sporo szczęscia, bo poza nami w pomieszczeniach łaźni przebywało tylko kilka starych rosjanek – kuracjuszy też chyba dopadł
kryzys i nie mogą już sobie pozwolić na tygodniowy pobyt w spa za jedyne parę
tysięcy €.
A delektować się było czym. Baseny jak ze
starożytnego Rzymu, wyłożone kolorowymi kafelkami i otoczone kolumnami. Imitacje antycznych rzeźb oraz dużo
starannie wykonanych detali pozwalają poczuć sie jak arystokraci sprzed stu lat, zrelaksować się przez pare godzin i zapomnieć o okropnej pogodzie na
zewnątrz.
Location:
Mariánské Lázně, Czech Republic
Saturday, June 1, 2013
Plzenski Prazdroj
Ciągle pada, czas więc zaplanować
kolejne zwiedzanie pod dachem. Wybór pada na Pilzno i miejscowy browar warzący
znane na całym świecie piwo.
Nowoczesna linia produkcyjna zamontowana parę lat temu nie robi dużego wrażenia, pewnie dlatego, że akurat jest dzien konserwacji i czyszczenia maszyn więc wszystko stoi i nie widać setek butelek jeżdżących po kilometrowych taśmociągach. Za to starsza część zakładu, z wielkimi kotłami używanymi do produkcji oraz piwnicami w których piwo dojrzewalo i było potem przechowywane w wielkich drewnianych beczkach to zupełnie inna bajka. Można bez trudu wyobrazić sobie kryjących się za rogiem mistrzów piwowarskich nadzorujących produkcję trunku, pracowników turlających beczki z jednego miejsca na drugie i pokrzykujących na siebie nawzajem. W wyobraźni pomaga łyk świeżego piwa serwowany podczas zwiedzania :-)
Dopełnieniem dnia jest wizyta w lokalnym muzeum piwa, w cenie biletu uwzględniona
mała szklanka tego napoju w jednej z okolicznych restauracji. A potem powrót do
smutnej deszczowej rzeczywistości...
Friday, May 31, 2013
Dmuchanie i formowanie dziubka.
Maj jest podobno najlepszym miesiącem na odwiedzenie zachodniej części Czech. W tym roku był chyba najgorszym bo przez cały nasz wyjazd lało jak z cebra więc o jakichkolwiek aktywnościach na świeżym powietrzu można było zapomnieć.
A kiedy pogoda nie
dopisuje, trzeba znaleźć sobie inne atrakcje. Pierwsza z brzegu to lokalna
karlowarska huta szkła z tradycjami. Znana chyba w wielu krajach bo na
półgodzinną wycieczkę po fabryce chętnych z różnych stron świata jest wielu.
W Stanach tego
typu ekspozycja otoczona byłaby pewnie kuloodpornym szkłem, wysokim płotem i
parometrową strefą bezpieczenstwa, żeby tylko nikomu nie przyszło do głowy
dotknąc gorace szkło albo spróbować zajrzeć do wnętrza hutniczego pieca. W
Czechach podejście do zwiedzających jest o wiele mniej sformalizowane. Słusznie
albo nie zakłada się, że turyści wykazują choćby odrobinę zdrowego rozsądku. Dopuszcza
się ich dosłownie na wyciągnięcie ręki i z niewielkiej odległości oglądać mogą
cały proces wytapiania szkła, dmuchania, wycinania nożyczkami płynnych kawałków
czy nawet prozaicznego formowania dziubka w dzbanku i doczepiania do niego
uchwytu. Od czasu do czasu przez tłum zwiedzających przepychają się pracownice
zakładu niosąc na długich wysięgnikach dymiące jeszcze gotowe wyroby do
mieszczącej się na jednej ze ścian chłodni.
Po tym wszystkim łatwiej zrozumieć dlaczego wykonana takim nakładem ręcznej pracy mała szklanka potrafi w sklepie przyzakładowym kosztować parę tysięcy koron.
Location:
Karlovy Vary, Czech Republic
Monday, May 20, 2013
Samochodowe małe conieco
Stuttgart nie
jest najpiękniejszym miastem na świecie, nie jest najpiękniejszym miastem w
Niemczech ani nawet najpiękniejszym miastem w swoim landzie. Generalnie nie
jest wcale piękny i trzeba mieć trochę desperacji albo kreatywnosci żeby znaleźć w
tym miejscu coś interesujacego. No, chyba że jest się fanem samochodów, bo
wtedy sprawa jest banalnie prosta.
Muzeum Mercedesa
to ogromny kompleks, w którym spędzić można ładnych parę godzin śledząc historię
motoryzacji od samego jej początku i pierwszego samochodu na świecie aż do współczesności.
W tle pokazane są
wydarzenia zmieniające świat, takie jak industrializacja, jedna wojna, nazizm,
druga wojna, cud gospodarczy, kryzysy paliwowe itd. Pomimo naturalnej dozy
propagandy i przekonywania jaki to Mercedes jest super innowacyjny, bezpieczny
itd trzeba przyznać, że niewygodne etapy historii firmy nie zostały zamiecione
pod dywan. Wspomniane zostały lata flirtu z hitlerowcami, produkcja wojenna i
wykorzystywanie robotników przymusowych. Smucenia nie ma jednak za wiele,
głównym tematem są tu samochody w
wielu typach, odsłonach i wariantach.
W muzeum Porsche
darowano sobie całą otoczkę historyczną i skupiono się wyłącznie na samochodach
tej własnie marki. A że jej historia jest krótsza i produkcja bardziej
wyspecjalizowana, to i muzeum jest o wiele mniejsze i da się obejść w pół godziny. Opłata za
wstęp jest taka sama jak u konkurencji ale to pewnie rozmyślna polityka cenowa
firmy. W końcu wyroby Porsche do najtańszych nie należą.
A obejrzeć można
wszystko, co fabryka wyprodukowała, ze szczególnym uwzględnieniem modeli
wyścigowach. Firma musi być chyba dumna ze swoich osiągniec bo jedna z
ekspozycji poswięcona jest pucharom i trofeom jakie Porsche zdobylo na
przestrzeni lat (aż tak dużo ich jednak nie bylo...).
Na koniec gratka: można na chwilę usiąść własnymi czterema literami w jednym z najnowszych samochodów. A fani Picassa znajdą coś dla siebie tuż przed wejściem do muzeum.
Friday, May 10, 2013
Szwajcarski ser
"We Włoszech za Borgiów przez trzydzieści lat były wojny, terror, morderstwa i rozlew krwi a mimo to kraj dał światu Michała Anioła, Leonarda da Vinci i renesans. W Szwajcarii było pięćset lat deomkracji i pokoju i co udało się im zrobić? Zegar z kukułką!"
Graham Green trochę się mylił. Szwajcarzy bili się i mordowali wzajemnie, z demokracją było różnie a zegar z kukułką wymyślili Niemcy. Za to Helweci dali światu coś, za co ludzkość powinna im być dozgonnie wdzięczna.
Całe życie myślałem, że emmentaler pochodzi z Holandii. A tu nagle okazuje się, że nazwa ta w prostej linii pochodzi od doliny rzeki Emmen, gdzie po raz pierwszy paręset lat temu zaczęto produkować lokalną odmianę sera.
Do tej pory w paru miejscach w tym regionie można oglądać a nawet współuczestniczyć w produkcji tego wyrobu. A cały proces jest banalnie prosty: najpierw podgrzewa się mleko aż się zetnie, potem wyciąga się grudki zaczątków sera, wkłada do formy, wyciska resztki wody i czeka.
Parę miesięcy cierpliwości i ser jest gotowy. Charakterystyczne dziury powodowane przez dwutlenek węgla były jeszcze do niedawna znakiem niedokładnego wyciśnięcia w trakcie produkcji i traktowano je jako oznakę niedoskonałości wzrobu. W dzisiejszych czasach ser bez dziur sprzedaje się gorzej, z powodów czysto marketingowych każda mleczarnia z premedytacją robi coś takiego.
Dziś cały proces produkcji przebiega podobnie, z niewielką dozą automatyzacji. Wszystko można dokładnie obejrzeć w pokazowej wytwórni sera w Affoltern a potem w przyzakładowym sklepie nabyć parę kilo lokalnych wyrobów. Albo objeść się do syta darmowymi próbkami :-)
Labels:
Europa,
Szwajcaria
Location:
Affoltern im Emmental, Switzerland
Sunday, May 5, 2013
Luksemburg
Z cyklu "zwiedzamy kraje, w których nic nie ma" po Mołdawii przyszła kolej na Luksemburg. W klasyfikacji najbardziej atrakcyjnych lokalizacji turystycznych to państwo zajmuje pewnie miejscie w ostatniej dziesiątce Europy kojarząc się tylko niektórym z instytucjami Unii Europejskiej.
Na pierwszy rzut oka w kraju nie ma w zasadzie wiele do zobaczenia, poza jednym zamkiem i winnicami. Za to zamek jest naprawdę fajny a winnice to idealne miejsce do spacerów i popołudnowego relaksu z widokiem na rzeke.
Zamek jest w Vianden a do tego na każdym folderze i pocztówce w kraju, ilustruje także większość artykułów o turystyce w Luksemburgu. Pomimo tego, przynajmniej na początku maja, nie jest oblegany przez tłumy azjatyckich turystów robiących sobie zdjęcia na tle średniowiecznej zbroi. Samo miejsce wygląda jak z bajki opowiadanej w dziecinstwie: małe miasteczko, środkiem płynie rzeka, na wzgórzu jest zamek, w zamku wieża a w wieży królewna. Ta ostatnia nie przetrwała niestety do obecnych czasów ale poza tym wszystko się zgadza.
Winnice nad Moselą to klasa sama dla siebie. Nie tak rozległe jak konkurencja z Niemiec czy Francji ale podobno produkujące wino o wiele lepszej jakości (przynajmniej tak twierdzą miejscowi) a do tego niezwykle malownicze. Przy ładnej pogodzie można godzinami spacerować wąskimi alejkami pośród winorośli albo rozłożyć się gdzieś na trawie i z góry patrzeć na wijącą się w dolinie rzekę. Podczas złej pogody zawsze można wstąpić do jednej z okolicznych winiarni.
Przed wyjazdem z Luksemubrga warto pamiętać o ostatniej niewątpliwej zalecie tego kraju. Benzyna jest tu o wiele tańsza niż u sąsiadów, warto zatankować do pełna.
Subscribe to:
Posts (Atom)






















