Sunday, May 15, 2011

Ciezka dola zolnierza

Zycie zolnierza pareset lat wczesniej musialo byc koszmarem. I to nie z powodu fali czy ciaglych bitew ale z racji warunkow, w jakich ci ludzie zyli. 

Wczoraj zwiedzalismy fortece San Felipe de Barajas, gorujaca nad Cartagena, rownie ogromna co niefotogeniczna (nie dalo sie zrobic zadnego sensownego zdjecia z zewnatrz). Cala twierdza to masa kamienia z wydrazonymi w srodku setkami metrow korytarzy biegnacych w gore i w dol, z niewielkimi wnekami po lewej i prawej stronie, sluzacymi za magazyny i pewnie tez za miejsca do spania. Wszystko to jest superklaustrofobiczne, duszne i wilgotne. Teraz wnetrze oswietlone jest swiatlem elektrycznym, wczesniej bylo pewnie zadymione przez pochodnie czy inne kaganki co wcale nie poprawialo warunkow egzystencji. Swiatla dziennego i swiezego powierza tyle, co kot naplakal. 


Dzis zmykamy z Cartageny z powrotem na poludnie. Jedyne 13h w autobusie i pare filmow do obejrzenia i bedziemy w Medelin.

Saturday, May 14, 2011

Woodstock

A co to takiego?


Ciekawi? No to idziemy w gore po schodkach...


...a tam prawie Woodstock - wielka masa blota do pluskania sie ile dusza zapragnie. To wynik dzialalnosci wulkanu, ktory kiedys podobno wyrzucal z siebie goraca lawe, ale po pokropieniu woda swiecona przez miejscowego ksiedza zmienil swoj charakter ze szkodliwego na dobroczynny. Dobroczynny bo podobno tutejsze bloto zawiera mase skladnikow korzystnych dla skory i ogolnego sampopoczucia.

 
Dla nas najwieksza atrakcja byly jednak nie zabiegi dermatologiczne czy masaze ale mozliwosc taplania sie do woli. Szczegolnie, ze w blocie nie da sie utopic, czlowiek wypychany jest ku gorze i niezaleznie co by robil i jak sie przekrecal, zawsze jakas czesc ciala (z reguly glowa :-) bedzie wystawac.

A po kapieli trzeba predko pedzic do okolicznego jeziorka i zmyc z siebie wszystko. Inaczej szybko sie zasycha i na skorze tworzy sie ochronny pancerzyk.

Friday, May 13, 2011

Cartagena de Indias

Na drugi rzut oka Cartagena w dalszym ciagu przypomina Hawane.


Na trzeci tez. Stare kolonialne domki pomalowane na rozne kolory. Z niektorych schodzi farba, widac, ze fasada, ktora teraz jest zolta, byla wczesniej czerwona, a jeszcze przed tym niebieska. Sprzedawcy owocow, cygar, obrazkow i innych pamiatek stoja na co drugim rogu, na tych pozostalych sa policjanci. Przed domami wystawione stoliki, mieszkancy w spokoju jedza sniadanie i pija kawe. Po parku chodza legwany.

     
 

Slonce jest za chmurami ale wilgotnosc i temperatura powoduja, ze czujemy sie jak w darmowej saunie. Nawet okoliczne psy nie wytrzymuja i urzadzaja sobie sieste nie zwazajac na to, ze zasypiaja na podobiznach Miss Kolumbia z ubieglego wieku. 


Thursday, May 12, 2011

Telewizja a rzeczywistosc

Kolumbijska telewizja dociera chyba do Europy i wplywa na postrzegane tego kraju za granica. Jakby opinie na temat bezpieczenstwa budowac tylko na podstawie  lokalnych wiadomosci, to rzeczywiscie strach by bylo wyjsc na ulice.

Glowne wydanie wieczornych wiadomosci, najwazniejsze wydarzenia dnia:
Kolumbijski przestepca zlapany na wyspach Curacao. Strzelanina w Medelin, ranny operator kamery. Raport o przestepczosci w Bogocie. Bron odebrana przestepcom przetopiona na elementy konstrukcyjne domow.
Dopiero potem nastepuja mniej krwawe wiadomosci: korupcja, defraudacje i takie tam.
W sumie to tak samo jak w polskich wiadomosciach, jak nie zamieszki pod krzyzem to rekordowa ilosc pijanych kierowcow na drogach.

A podroz przebiega poki co bez zadnych zawirowan. Po nocy w hamaku, dwoch nurkowaniach, 5% raftingu i niezliczonej ilosci sokow z owocow o nieznanej nazwie dotarlismy do Cartageny. Na pierwszy rzut oka przypomina ona odnowiona Hawane.


Drugi rzut oka jutro.



Monday, May 9, 2011

Maly poradnik kolumbijskiego uzytkownika autobusow nocnych

Lekcja 1: Wez ze soba polar albo spiwor, najlepiej zas jedno i drugie - w autobusach panuja temperatury iscie syberyjskie

Lekcja 2: Wybieraj miejsca jak najdalej od glosnikow, chyba, ze cala droge chcesz wysluchiwac zdubinngowanych hitow hollywoodzkich klasy B lub kolumbijskich komikow.

Lekcja 3: Miejsca z przodu i przy oknie sa dla prawdziwych twardzieli. Nie kazdy jest w stanie zniesc widoki przepasci pol metra od autobusu, krete drogi lub wielkie ciezarowki wyjezdzajace z pelna predkoscia zza zakretu.

Lekcja 4: Uodpornij sie na telefony komorkowe. Dzwieki polifoniczne nie dotarly jeszcze za ocean i stare pikajace dzwonki rozbrzmiewaja co chwile. A jak juz ktos odbierze telefon, to rozmawia godzinami.

Lekcja 5: Wez ze soba zapas jedzenia i picia na conajmniej dwa dni. Drogi sa dobre, ale waskie i krete - jedna kraksa i po chwili wszyscy stoja w ogromnym korku, ktorego konca nie widac. A zawrocic nie ma jak.

Zeby nie bylo - autobusy sa nowiutkie, czysciutkie, miejsca jest sporo. siedzenia rozkladaja sie prawie do poziomu, jest podnozek na nogi a toaleta (tak, tez jest w autobusie!) jest czysta i nie smierdzi. Podobno PKS w Sieradzu ma zamiar testowac cos takiego w 2034 roku...

Saturday, May 7, 2011

Kolumbijskie Lapidarium

Zgodnie z przewidywaniami znajomych do tej pory powinnismy byc cztery razy obrabowani i dwa razy zabici. Niestety, Kolumbijczycy sie nie spisali i poki co nic sie nam nie stalo :-)

Luzne obserwacje po pierwszych 24h w kraju Shakiry:
- do wymiany pieniedzy pobierane sa odciski palcow - mozna poczuc sie jak przestepca :-)
- lokalny przysmak to suszone mrowki, troche zmutowane, bo dlugosci ponad 2cm. Smakuja jak zmielona kawa


- lokalny alkohol, chicha, smakuje jak sfermentowane rozcienczone drozdze podawane na zimno. Ale dziala.
- sposob na zabawe w sobote wieczorem: pare piw, lawka w parku, otwarty bagaznik samochodu a w srodku ogromne glosniki, z ktorych wydobywaja sie lokalne hity (wszystkie o milosci)
- projektanci grobow maja spora fantazje a ksieza sa bardzo tolerancyjni - na cmentarzu obok klasycznych pominkow z krzyzem sa tez wersje z pilka nozna, gitara czy sombrerem.


Thursday, May 5, 2011

Z pamiętnika podróżnika w czasie

Są dwa proste sposoby na podróżowanie w czasie. Pierwszy to zmiana strefy czasowej. Drugi to wyjazd do kraju będącego na wcześniejszym etapie rozwoju. Wyjazd na Białoruś to połączenie obu.

Przejście od rzeczywistości unijno-schengeńskiej do wschodnio-socjalistycznej jest płynne. Najpierw kontrola graniczna, w miarę sprawna i szybka, żeby nie przestraszyć podróżnika. Potem jazda autobusem do Brześcia - drogi dobre, stacje benzynowe czyste tylko do czasu do czasu przy poboczu widać bilboard nawiązujący estetyką do czasów, gdy w naszych szkołach język rosjski był obowiązkowy.


W miarę upływu czasu oznak przeszłości pojawią się coraz więcej. Stężenie sierpów i młotów na metr kwadratowy rośnie, pojawiają się plakaty sławiące Święto Pracy i Dzień Zwycięstwa (wedle moich szacunków 1. maja przegrywa z 9. maja 1:5). Budynki zaczynają być masywne, monumentalne, pomniki też nie należą do najmniejszych. Ulice w centrum miasta noszą imię Lenina, Marksa, Engelsa, Rewolucji, Niepodległości. Pojawiają się symboliczne drzewka zasadzone przez delegacje fabryk, miast, byłych republik radzieckich, generałów Armii Czerwonej.



Kulminacja ma miejsce w Mińsku, podczas przejazdu do Grodna powoli zaczyna się powrót do przyszłości. Niby jest tu siedmiogwiazdkowy czołg na głównym placu miasta, budynki zdobią ogromne napisy o miłości do Białorusi, na dworcu autobusowym sprzedawczyni biletów jest panią życia i śmierci i robi awanture o byle co. Ale budynki są tu jakby bardziej swojskie, jest deptak z paroma kawiarniami i restuaracjami, Lenin na pomniku trochę mniejszy a kościołów więcej.


  
Podczas całej podróży co chwilę dochodzi do tymczasowego zakrzywienia czasoprzestrzeni. Można na chwilę wrócić do teraźniejszości, na przykład płacąc kartą w wielu miejscach, włączając w to sklepy (wcale nie świecące pustkami, jak opisuje to Wyborcza) lub na poczcie (za znaczki wartości 6zł). Można też cofnąć się w czasie o sto lat lub więcej, na przykład w cerkwii pełnej kobiet ukrywających włosy pod chustką (jak wiadomo w kobiecych włosach czai się diabeł :-)


Powrót przez granicę do Polski to dla odmiany lekcja majsterkowania na czas. Najpierw młodzi Białorusini rozkręcają wszystko co się da i chowają papierosy w oparcia siedzen, ściany przedziałów, podłogę, lampy, grzejniki i co im się tylko pod śrubokręt nawinie. Po pół godzinie do pociągo wchodzą polscy celnicy, rozkręcają pociąg po raz drugi i wyjmują częśc tak skrupulatnie schowanego towaru. Po czym Białorusini dokonują trzeciego rozkręcenia i wyjmują to, czego nie znaleźli celnicy.
Tak na oko celnicy znajdują tylko połowę kontrabandy. Zysk  to podobno 5USD na kartonie papierosów, chętnych do zarobku nie brakuje. Ciekawe tylko, jak długo wytrzymają to pociągi...