Thursday, December 29, 2011

Takie tam, z Kuwejtu

Do zamieszkania w tym samym pokoju hotelowym parze potrzebny jest certyfikat małżeństwa. Gorzej, jeżeli ma się mniej niż 30 lat, wtedy żaden papierek nie pomoże, wynajęcie pokoju jest prawnie zabronione. W minibarku tylko bezalkoholowe piwo i soczki. A gdy otworzysz szufladę żeby wrzucić tam swoje brudne skarpetki, zobaczysz minikompas wskazujący zawsze jeden kierunek:


Witamy w Kuwejcie, kraju ropy naftowej, wielbłądów, prohibicji i braku wieprzowiny. I narodowego komunizmu utopijnego, gdzie każdemu małżeństwu Kuwejtczyków państwo funduje trzypokojowy dom, filipińską  nianię, hinduskiego szofera i becikowe w wysokości ponad 1000zł .... miesięcznie i to osobno na każde dziecko. Każdemu według jego potrzeb, a potrzeby Kuwejtczyka są spore. Emir dba o swoich poddanych i chce, żeby kiedyś znowu stanowili większość we własnym kraju. Póki co dobijają do 45% społeczeństwa, ale w ilości flag na metr kwadratowy biją każdą inną narodowość.


Sunday, December 18, 2011

Nürnberg, Nürnberg über alles

Norymberga to kwintesencja niemieckości. Tu przechowywane były insygnia koronacyjne cesarzy niemieckich. Tu mieszkali Albrecht Dürer i Veit Stoss (ten drugi znany u nas bardziej pod nazwiskiem Wita Stwosza). Stad pochodzą słynne nürnberger bratwürste czyli małe kiełbaski. Tutejsza starówka pełna jest ceglanych gotyckich budowli.


Pewnie dlatego Adolf właśnie tutaj postanowił od 1927 r. organizować coroczne przedstawienia  propagandowe z cyklu światło i dźwięk czyli zjazdy NSDAP.

Każdy ze spędów miał swoje pompatyczne hasło przewodnie. Był Zjazd Honoru, Zwycięstwa, Wolności, Pracy. Ostatni z nich miał być Zjazdem Pokoju i rozpocząć się 2 września 1939r. Ale w ostatniej chwili zmieniono chyba cala koncepcje, zrobiono sesje wyjazdowa i wysłano nazistów w celu szerzenia idei pacyfizmu do Polski...

Zjazdy partyjne to nie tylko defilady i zbiorowe prostowanie prawej reki. To tez festyn ludowy ze spora ilością piwa, kiełbasek i innych przyziemnych rozrywek. Na tyle przyziemnych, ze nawet w raportach tajnej policji znaleźć można narzekania na to, ze przedstawiciele rasy nadludzi pomimo zakazu próbowali przedostawać się do dzielnicy zamieszkanej przez prostytutki.

Dla zapewnienia godziwej oprawy zjazdów na południu miasta rozpoczęto budowę betonowych kolosów. Powstać miała hala kongresowa zdolna pomieścić 50 tys. osób. Na Luitpoldarena defilować mogło 150 tys. SSmanów. Na Polu Marsowym, większym niż 80 boisk piłkarskich swoje zdolności demonstrował Wehrmacht. Stadion miejski dostał imię Hitlerjugend i był miejscem zabaw młodziaków Adolfa. Drugi stadion miał być największym na świecie i pomieścić ponad 400 tys. widzów (dla porównania obecny rekordzista to stadion w Phenianie dla marnych 150 tys. ludzi). Wszystkie budowle miały być monstrualne, czyżby ktoś miał kompleks małego fiutka?

Źródło: Wikipedia
W 1939 Niemcy zaczęli tournee po Europie i przestali odwiedzać Norymbergę. Budowę przerwano. 

A co zostało z tego dzisiaj? Kiełbaski doczekały się ochrony Unii Europejskiej i ich nazwa jest prawnie zastrzeżona. Na dawnym stadionie miejskim swoje mecze rozgrywa drużyna Bundesligi. Na polach defiladowych co roku organizowany jest festiwal muzyki rockowej. W dawnej hali kongresowej otwarto parę lat temu muzeum poświęcone nazizmowi i samym zjazdom. Elektrownia zapewniająca kiedyś prąd dla całego terenu zjazdów to dziś klub fitness i fast food. 

Ale wystarczy jeden rzut oka żeby domyśleć się co tu kiedyś było. 



Saturday, December 17, 2011

Rynki bożonarodzeniowe - poziom podstawowy

Główny punkt każdej zimowej wycieczki do Niemiec to rynki bożonarodzeniowe. To prawdziwa instytucja, państwo w państwie. 2500 rynków w całym kraju. 160 milionów odwiedzających. Odporne na kryzys finansowy, wielu sprzedawców z utargu grudniowego jest w stanie utrzymać się przez cały rok. Czas żniw dla branży hotelarskiej i kieszonkowcow.

Pięć żelaznych aktrakcji do zaliczenia dla każdego odwiedzającego:

1. Coś dla ciała czyli stoisko z grzanym winem, często o różnych smakach, z dolewką rumu albo innego wysokoprocentowego napoju, sprzedawanego w kubkach tradycyjnych lub bardziej fantazyjnych. 


Tuż obok smażona kiełbaska w bułce zalana masą musztardy. Sprzedawcy często pochodzą z Polski, czasami udaje się załatwic kolejną dolewkę gratis :-)
2. Coś dla ciała, ale już nie artykuł pierwszej niemieckiej potrzeby - czyli wyroby piernikopodobne (te z Torunia są lepsze), owoce w czekoladzie, wyroby z anyżku, smażone kasztany i inne takie.


3. Coś dla ducha, a konkretniej mówiąc jego poczucia estetyki. I tu dopiero na dobre zaczyna się wydawanie pieniędzy. Mamy bombki choinkowe w różnych kształtach i kolorach, włączając w to biuściaste panienki w gorsetach, butelki piwa, precle i Mikołaja z Mission Impossible.


Mamy ceramicze domki zamieszkane przez ceramicznych ludzików otoczone ceramicznymi drzewkami.


To samo w wersji drewnianej w asortymencie parokrotnie większym i o wiele bardziej szczegółowym, czytaj malutkie walki do ciasta, minizestaw narzedzi ogrodowych, szafki na ubranka, krzesełka i inne cuda. Wszystko potwornie drogie (2cm kawałek pomalowanego drewienka za 2€ ?!?), spłacenie długów Grecji wyszłoby pewnie taniej niż urządzenie całego mini-gospodarstwa domowego.

4. Cos dla błędnika czyli karuzele swiecące się kolorowymi żarówkami, bardziej popularne wśród dorosłych niż wśród dzieci.

 
5. Coś z kompletnie innej beczki, zrzucone pewnie w środek świątecznego klimatu przez kosmitów. Do tego worka zaliczyć można stoiska z posążkami Buddy, sprzedawców skórzanych portfeli i budki z sushi.  Cóż, taka jest cena globalizacji.

Dodatkowe atrakcje następnej zimy, po odwiedzeniu conajmniej dziesięciu rynków i przejściu na poziom dla zaawansowanych. Wtedy będzie o rynkach erotycznych, podziemnych i rybnych.

Tuesday, November 15, 2011

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy...

Irlandia. Ponad 86% społeczeństwa to katolicy. Jeszcze w latach 90. zeszłego wieku rozwody i homoseksualizm były prawnie zakazane, to samo dotyczyło aborcji i antykoncepcji. Nawet dziś przerywanie ciąży nie jest dopuszczalne a stosowny zapis znajduje się w konstytucji.

Kościół Św. Marii znaleźć można przy jednym z głównych deptaków Dublina. Zbudowany w 1700 roku zapisał się na dobre w historii miasta. Właśnie tu ożenił się Arthur Guinness (tak, tak, ten sam, który założył słynny browar). Tu na mszę przychodził Jonathan Swift a Handel grywał na organach. We wnętrzu do tej pory można zobaczyć oryginalne organy a na ścianach stare epitafia dla zmarłej żony, matki, siostry. W oknach witraże.

A w nawie głównej bar, do wyboru alkohole z całego świata. Dookoła stoliki, w miejscu gdzie był ołtarz gra ktoś na gitarze, pod organami na telebimie Irlandia remisuje z Estonia w barażach i awansuje do Euro 2012. Zamówić można hamburgera, rybę z frytkami albo bekon z podwójną porcją ziemniaków. Sakrum miesza się z profanum. Nazwa miejsca może niezbyt oryginalna, ale marketingowo intrygująca.


Kościół zaadaptowany na informację turystyczną widziałem już wcześniej, zresztą też w Dublinie. Ale zrobienie ze świątyni baru, restauracji i nawet klubu nocnego to coś nowego i pewnie trochę obrazoburczego. Pomysł chyba chwycił skoro odwiedzają to miejsce tysiące ludzi, choć akurat w ten wieczór było niezbyt tłoczno). Ulotki reklamowe leżą na każdym stoliku i informują o czwartkowym Ladies Night (relaks po wieczornych zakupach...) kolację bożonarodzeniową (złożona z czterech dań za jedyne 40eur od osoby) i innych nadchodzących imprezach.


A ja zastanawiam się kiedy ten trend dosięgnie także inne religie i będę mógł wypić piwo w meczecie czy zjeść golonkę w synagodze.

Sunday, October 30, 2011

Federweisser

Szybkie sprawdzenie w wikipedii i już wiem, jak nazywa się to cudo, które niedawno piliśmy. Burczak, zwany tu z germańska Federweisser. Raczej nie do kupienia w sklepach z wykwintnymi winami, sommelierzy patrzą na nie z pogardą. Dostępny tylko na przełomie lata i jesieni półsłodki półprodukt przy wytwarzaniu wina; dla ignorantów winnych coś w stylu wczesnego beaujolais nouveau.



My dostaliśmy nasze na festiwalu w Ruedesheim. W zasadzie festiwal to nazwa trochę na wyrost, to było parenaście drewnianych budek rozstawionych na ryneczku miasta. Do kupienia wino, chleb ze smalcem, ciasto cebulowe i kiełbasa z rusztu. Do posłuchania klasyka niemieckiej muzyki rozrywkowej wygrywana na syntezatorze przez miejscowego grajka. Do pooglądania wystawa starych traktorów. Kwintesencja małomiasteczkowej kultury nadreńskiej.



Lokalna atrakcja dla miejscowych, idealny sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia po obowiązkowej wizycie w kościele. O wiele bardziej autentyczna niż sama starówka Ruedesheim, wymieniana w przewodnikach, pełna japońskich turystów, szyldów w różnych językach zachwalających wino lodowe i kawiarni sprzedających kawę z likierem za ponad 7 EUR.

Sunday, October 23, 2011

Protestanci

Zajęli pół trawnika. Z jednej strony ulica, z drugiej tory tramwajowe. Z trzeciej biurowiec Europejskiego Banku Centralnego i klub nocny. A pomiędzy nimi parenaście namiotów, przenośne toalety, koksowniki (noce we Frankfurcie zimne...), transparenty, słupy ogłoszeniowe. Rozpisany plan dnia, o 12 demonstracja, o 18 pokaz capoeiry.

       

W centralnym namiocie przy wejściu do pobrania są rekwizyty rewolucjonisty. Ulotki, transparenty, prezerwatywy. 
Wieczorem słychać grę na bębnach, brzdąkanie na gitarze. Powiewają flagi z pacyfką, tuż obok tęczowe kolory ruchu gejowskiego.



A wśród tego wszystkiego młodzi i starzy alterglobaliści protestują przeciwko porządkowi świata. Ubrani w buty Nike sprawdzają na swoich iphonach postęp rewolucji.

Sunday, October 9, 2011

Kazachstan - podsumowanie

Pierwsze panstwo w Azji Srodkowej odwiedzone. Kazachstan nie jest na szczycie listy celow podrozniczych i brak tu spektakularnych zabytkow. Co za tym idzie, praktycznie brak tez turystow i dzieki temu ma sie caly kraj dla siebie. Ludzie nie sa tam jeszcze zepsuci przez pieniadze, postrzegaja Cie nie przez pryzmat portfela ale przez to, kim jestes. Wiele razy zdarzylo nam sie, ze ktos zupelnie bezinteresownie pomogl nam, podwiozl albo pokazal droge, jednoczesnie troche dziwiac sie, ktos chcial przyjechac do ich kraju.

Wyjazd w liczbach:
- 5852km przejechane pociagiem
- 1 pies nauczony jesc orzechy
- 0,05l kumysu wypite, wiecej sie nie dalo, smakowo to megadziwne jest
- 15 razy bylismy brani za Niemcow (przyjezdza ich najwiecej do Kazachstanu) a tylko raz za Polakow (rozpoznane po jezyku przez fanke Czterech Pancernych, puszczanych tam tak jak u nas w kazde wakacje).

Trasa calego wyjazdu ponizej.

View Kazakhstan in a larger map

Przykladowe koszty sa tu