Saturday, October 8, 2011

Na straganie w dzien targowy

W Warszawie po kulturotworczym bazarze na stadnionie XX lecia pozostalo tylko wspomnienie. W Almacie taki bazar wzbudzalby tylko usmiech politowania, w porownaniu z ogromnym rynkiem Baraholka nasz targ na stadionie bylby tylko mlodszym braciszkiem z kompleksami. 

Starczylo nam sil tylko na powloczenie sie po fragmencie tekstylnej czesci targowiska, co i tak zajelo nam dobre dwie godziny chodzenia po ogromnych halach, przeciskania sie przez waskie alejki, wymijania obnosnych sprzedawcow herbaty, goracej kukurydzy, szaszlykow i owocow. Dookola nas skorzane kurtki z Turcji, skorzane buty z Turcji, dzinsy z Turcji, niektore zalozone na manekiny topless, tureckie sa nawet skarpetki i czapki. Widocznie ten kraj jest synonimem dobrej jakosci, w przeciwienstwie do chinskiej czy uzbeckiej tandety :-). 

Sprzedawcy blyskaja zlotymi zebami, zachwalaja swoj towar i zapraszaja do zakupow. Niektorzy chowaja sie widzac aparat, wiekszosc usmiecha sie, przygladza wlosy, poprawia chustki i pyta, w jakiej gazecie bedzie mozna zobaczyc ich zdjecia.
 

W koncu padamy ze zmeczenia, rezygnujemy z czesci spozywczej, elektronicznej, samochodowej, budowlanej i kazdej innej i wracamy do centrum. Ostatni dzien w Almaty dobiega konca, jeszcze tylko pozegnalna wizyta w bani a potem powrot do zimnej Europy.

Wednesday, October 5, 2011

Caly narod buduje swoja stolice

Pare lat temu prezydent Kazachstanu pomyslal, ze Almaty nie nadaje sie na stolice jego panstwa i cos z tym trzeba zrobic. Jak pomyslal tak zrobil, od konca 1997 roku stolica kraju zostalo niezbyt wazne wczesniej miasto Akmola, przemianowane przy okazji bardzo kreatywnie na Astana, czyli "stolica" po kazachsku. 
Nie wszyscy urzednicy skakali pewnie z radosci pod niebo, Astana geograficznie podpada juz prawie pod Syberie i w zime temperarury spadaja tu sporo ponizej zera a rekord to -51ºC. Poza tym niezle wieje,  w porownaniu z tym przyslowiowe kieleckie to bezwietrzna oaza spokoju. 

Ciesza sie za to budowlancy, miasto zamienilo sie w wielki plac budowy a swiatowi architekci zabijali sie o zlecenia. Wyszlo tak jak mozna sie bylo spodziewac, czyli nowoczesnie choc w stylu wczesnokapitalistycznym czyli kazdy budynek ma sie nijak do sasiednich i powstaje spory misz masz. Troche sztuczny, tak jak liscie na niektorych drzewkach, bo zycia na nowych ulicach Astany jakos nie widac (ale to moze rzeczywiscie przez ten wiatr?).

Bayterek

Wystarczy wjechac na wieze Bayterek, zwana przez miejscowych Chupa Chups, zeby zobaczyc kontrast pomiedzy Astana a reszta kraju - tuz za nowoczesnymi wiezowacami zaczyna sie surowy step. Na rozbudowe stolicy przeznaczane sa miliony dolarow uzyskane ze sprzedarzy ropy i gazu, prowincja dostaje z tego niewiele i praktycznie stoi w miejscu.


Trzeba jednak przyznac, ze marketingowo rozbudowa stolicy sprawdza sie znakomicie. Prawie wszyscy Kazachowie, ktorych spotkalismy w podrozy po kraju dumni sa z Astany. Wiekszosci ludzi, ktorych widzielismy na Baytereku to wlasnie prosci przybysze z prowincji, naboznie przykladajacy wlasna reke do odcisku dloni Nazarbajewa i wypowiadajacy w myslach zyczenie.


Za to spotkani Szwedzi skwitowali miasto jednym slowem - Disneyland ;-)


Tuesday, October 4, 2011

Kazachskie lapidarium

Z czym kojarzy się Kazachstan? Większości zachodniego społeczeństwa chyba tylko z Boratem, jeżeli w ogóle z czymkolwiek (niektórzy mniej obeznani ludzie twierdzą, że Sacha Baron Cohen wymyślił sobie to państwo i coś takiego jak Kazachstan nie istnieje).

Oto garść luźnych obeserwacji z kraju, którego podobno nie ma:
- stężenie jasnych luksusowych terenowych samochodów na m2 w Almaty jest chyba największe na świecie. Zwykły Lexus czy Land Cruiser nie wystarczy, musi być śnieżnobiały lub przynajmniej kremowy. Właściciele myjni zarabiają tu pewnie krocie.
- wesela wyprawiane sa tu chyba codziennie, nie bylo dnia, zebysmy nie widzieli pary mlodych, fotografow slubnych czy dlugasnych limuzyn
- a za mlodymi malzonkami chodzi spora grupka osob towarzyszacych, ktore przy kazdym z krotkich postojow na robienie zdjec, czy to pod pomnikiem, czy na stacji kolejowej raczy sie wodeczka z plastikowych kubkow.
- jeden obraz to podobno tysiac slow. A wiec tysiac slow o jednym z kazachskich frykasow:


Monday, October 3, 2011

Dziki Zachod - czesc 2

Zhabagly to jak do tej pory najfajniejsze miejsce jakie do tej pory widzielismy w Kazachstanie. Krajobraz za oknem naszej kwatery wygladal mniej wiecej tak:


Efekt - caly jeden dzien przesiedzielismy na kocyku opalajac sie, pijac piwo i czytajac ksiazki. Potem bylo miedzy innymi wloczenie sie po stepie, jazda kazachskim autostopem, wizyta w bani i blizsze kontakty z tutejszymi kowbojami. 

Kazdego wieczoru sa oni tworcami jedynego w swoim rodzaju widowiska. Przed zachodem slonca jada do swoich stad pasacych sie u podnoza gor na koniach, osiolkach czy piechota, zbieraja zwierzeta i zaganiaja je do wsi. Klimat troche jak z westernu, brakuje tylko Indian.


A jak juz stada dotra do wsi, rozdzielaja sie i kazda owieczka czy krowka sama grzecznie idzie do swojego wlasciciela, ktory czeka juz na nia z szeroko otwarta brama. Tylko niektore knabrne sztuki nie chca wrocic do domu, wtedy trzeba uzyc srodkow przymusu bezposredniego.


Sielsko tu i anielsko.

Saturday, October 1, 2011

Dziki Zachod

Dookola step, niska trawa, w oddali gory, stada krow i kowboje na koniach zaganiajacy stada wieczorem do zagrod. Jestesmy na kazachskim dzikim zachodzie, tak dzikim, ze internet slabo dziala jak mocniej zawieje wiatr :-)

Wiecej szczegolow pozniej, jak pogoda pozwoli. 

Friday, September 30, 2011

Dzien Mojzesza

Dzis bawilismy sie w Mojzesza i chodzilismy sucha stopa po dnie morza, rozgniatajac butami muszelki. OK, morza nie ma tu juz od parudziesieciu lat. 

Jestesmy w Aralsku, dawnym porcie, od ktorego w wyniku sowiecko-socjalistycznego eksperymentu irygacyjnego ucieklo morze.  Na google mapsach wyglada to niezbyt groznie, niebieski kolor wody podchodzi prawie pod samo miasto. W rzeczywistosci z Aralska wody nie widac, nie liczac niewielkich kaluz z resztkami kadlubow statkow, pocietych przez miejscowych na zlom i sprzedanych Chinczykom. Dookola pustynia, po ktorej biegaja wielblady, zjadajac porosty i wzbijajac tumany kurzu. Morze jest paredziesiat km stad. Kiedys czwarte co do wielkosci jezioro na swiecie, teraz stracilo 80% wody i jest tylko niewielka zasolona sadzawka. 


Za czasow ZSRR przez dlugi czas udawano, ze problemu nie ma, miejscowa fabryka jeszcze dwadziescia lat po odejsciu morza przetwarzala ryby. Mniejsza o to, ze te ryby zwozono tu z Bajkalu i Wladywostoku, zatrudnienie bylo i plan produkcji byl wykonany. Potem przyszedl czas pogodzenia sie z rzeczywistoscia i od tej pory ruiny zakladu ladnie komponuja sie z reszta postindustrialnego krajobrazu.

W miare obnizania sie poziomu morza czesc statkow z Aralska zostala przeniesiona bardziej na poludnie. Ale co sie odwlecze to nie uciecze, jakis czas pozniej tam tez zniknela woda. Efekt - resztki statkow w samym srodku pustyni.


Jeszcze pare lat temu bylo ich tam parenascie, teraz zostaly tylko trzey - Chiny rozwijaja sie coraz szybciej a stali na rynku brak...

W ostatnich latach poziom wody w Morzu Aralskim troche sie podniosl, dzieki zbudowanej tamie. Wrocily ryby i jest szansa na uratowanie istnienia jeziora. Ale do Aralska woda nie wroci juz nigdy.




Thursday, September 29, 2011

Timur i jego mauzoleum

Turkistan to przede wszystkim mauzoleum muzulmanskiego medrca, zbudowane przez Timura w XIV w. (nie do konca, bo w miedzyczasie Timurowi sie zmarlo i budowla caly czas czeka na wykonczenie). Wedlug miejscowych trzykrotna pielgrzymka tutaj moze rownac sie wyprawie do Mekki. Ciekawe, co na to Saudowie i inni ortodoksi islamu? Poza tym mauzoluem jest teraz w remoncie, to moze kurs wymiany pielgrzymek teraz jest slabszy?



Ale dla nas jest tu inny powod do radosci. Po paru dniach pobytu w kraju wreszcie zobaczylismy pierwszy sklep z pamiatkami (tego w muzeum w Almaty nie licze, tam same dywany byly). A tuz kolo niego drugi, trzeci, czwarty, cale mnostwo, nawet tuz kolo toalet. Sa czapeczki, klapki z wielbladem, wisiorki, kilimy na sciane, obrazki, sztylety, wielblady wolnostojace (czyli bez klapek). Radosc jest polowiczna, w zadnym ze sklepow nie ma pocztowek :-(

Blogspot ma chyba jakas blokade w Kazachstanie bo strona nie dziala w wiekszosci kafejek internetowych. Cenzura w prawie demotkratycznym kraju, gdzie prezydent w wolnych wyborach bez machlojek dostaje 95% glosow?